Jedzenie w Barcelonie - historie spisane przez kubki smakowe

Żyjemy po to, by jeść


Był okres w naszym życiu, w którym wzięliśmy sobie bardzo
mocno do serca słowa Sokratesa, który podobno niegdyś rzekł: "Jemy, aby żyć, nie żyjemy, aby jeść". Wszelkie próby zmiany nastawienia do spożywania pokarmów nie przynosiły oczekiwanych efektów. Całkiem niedawno stwierdziliśmy zgodnie, że pomimo chęci żyjemy po to, by jeść. To już oficjalne i pewne. Odkrywanie lokalnych produktów stanowi dla nas jeden z głównych motywatorów podróżowania. Jedzenie angażuje wszystkie zmysły - dotyk, węch, słuch (chrup chrup), wzrok i smak, na tak intensywny rodzaj doświadczenia ciężko pozostać obojętnym.

Hiszpania to nie Meksyk! - oczekiwania vs rzeczywistość

Czy Barcelona nas smakowo rozczarowała?  Problem nie leżał wyłącznie w katalońskiej kuchni, lecz w dużej mierze w naszych oczekiwaniach.
Już na samym początku popełniliśmy faux pas myląc kuchnię hiszpańską z kuchnią meksykańską. Gdyby przedstawić nasz sposób myślenia za pomocą instagramowych hasztagów wyglądałoby to mniej więcej tak:
#my #hiszpania #tortilla #nachosy #tacos #quesedillas
Niestety - nic z tych rzeczy. Pomylili Państwo regiony.

Tortilla to nie tortilla 


Najciekawsza historia była z tortillą. Okazało się bowiem, że tortillę oferuje większość lokali, tyle, że hiszpańska tortilla nie jest tortillą, której większość Polaków mogłoby się spodziewać. Oczekiwaliśmy pszennego placka wypełnionego czymś wegetariańskim. W zamian za to dostaliśmy na talerzu coś z wyglądu przypominającego omleta, w smaku zaś zbliżonego do placków ziemniaczanych. Pan T. jak na wiernego fana placków ziemniaczanych przystało nie ukrywał radości, że ma okazję zjeść swoją ulubioną potrawę.

Tortilla española


Tapas to nie tacos 

Inna historia dotyczyła tapas - charakterystycznych dla Hiszpanii przekąsek. Gdy już zdecydowaliśmy się wejść do restauracji i utonąć w morzu mini kanapeczek, Panu T. zrzedła mina i zrobił krok w tył trzymając kurczowo pozłacanej klamki. Okazało się, że Pan T. był przekonany, że tapas to TACOS. 
W tył zwrot, zawijamy żagle.


Churros

Pyszna, niepozorna przekąska z ciasta smażonego na głębokim oleju. W połączeniu z czekoladą smakuje wyśmienicie. Myślę, że po churros wrócimy jeszcze kiedyś do Barcelony! :)

Churros

Café




O ziarnistych doświadczenia wspomnieliśmy już nieco w innym poście 

Kawa, którą dane nam było spijać w Barcelonie była dość specyficzna, o mało intensywnym aromacie, mało kremowa, często na piance udekorowana kakao. 

My smakosze kawy nie byliśmy usatysfakcjonowani. Nie uważamy, że hiszpańska kawa jest niezdatna do picia - absolutnie nie, daleko nam do tak daleko idących wniosków - być może nie trafiliśmy w odpowiednie miejsca (choć we Włoszech każde miejsce, nawet te najbardziej niepozorne urzekają smakiem i aromatem!). 




Dobre imię kawy w Barcelonie uratowało jedno miejsce - Nabucco Tiramisu. Wszystko było trafione w punkt - obsługa, cena, niebanalny wystrój, lokalni klienci, otwartość na psiaki, przemaślane croissanty, no i nasza upragniona kawa! W końcu dane nam było usłyszeć stukot wyrzucanych fusów, uderzeń filiżanki o spodek i zanurzyć wzrok w śniegowej pianie. Żal serce ściskał, że odkryliśmy to miejsce w dzień wylotu i nie dane nam było wrócić tam raz jeszcze, by spróbować ciasto Tiramisu, które zdaje się być specjałem tego miejsca.  








Nabucco Tiramisu
Plaça de la Vila de Gràcia, 8 





                 




Drink Cava - it's cheaper than therapy 

W przypadku tego napoju alkoholowego o znajomo brzmiącej nazwie cava spotkało nas miłe zaskoczenie. Kiedy przed wyjazdem studiowaliśmy blogi innych Szwędaczy dość sceptycznie podchodziliśmy do komunikatów w stylu: koniecznie spróbujcie cavy w Barcelonie ! Byłeś w Barcelonie? Nie piłeś Cavy? To nie byłeś w Barcelonie! Sceptycznie wyłącznie dlatego, że nie przepadamy za szampanem, a zapowiadali, że smak będzie zbliżony. 
Cava to musujące wino bardzo popularne w Barcelonie. Niekiedy odnosiliśmy wrażenie, że lokalni mieszkańcy częściej piją cavę, niż kawę ;) W naszym odbiorze to coś pomiędzy winem a szampanem, bardzo dobra alternatywa na upały. Dla abstynentów polecamy zamówić cavę dla samych bąbelek, Pani A. twierdzi, że wpatrywanie się w nie posiada właściwości terapeutyczne. 


Cava 

Argentyńskie pierożki

Na pierwszy rzut oka wyglądają jak nasze polskie lepione pierogi ruskie, a więc na wstępie mają moc przyciągania. Wyglądają bardzo apetycznie i co ważniejsze - mogą poszczycić się dobrym smakiem. Dodatkowo miła obsługa, niska cena i stylowy wystrój lokalu sprawia, że warto zaznaczyć to miejsca na kulinarnej mapie Barcelony. 
Warto również wspomnieć, że miejsce to oferuje ogromny wybór nadzienia - od farszu mięsnego, po farsze rybne, szpinakowe, warzywne, etc. My oczywiście wybraliśmy cztery sery.  Gdy tylko w menu wypatrzymy taką kompozycję, nasz mózg automatycznie przestaje skanować inne opcje.

La Fábrica

Carrer del Call, 19



 Włoska kuchnia w Barcelonie 

Jesteśmy tacy monotematyczni, zupełnie jak w znanej w dzieciństwie grze POMIDOR, my zafiksowaliśmy się na Włochach. I kiedy ktoś mówi urlop my mówimy WŁOCHY, kiedy ktoś mówi kuchnia, my mówimy WŁOSKA. A język? A tu ci psikus, bo hiszpański brzmi dla nas cudownie. Nie mielibyśmy sumienia powiedzieć złego słowa na język, w którym karalucha zowią La Cucaracha i jeszcze śpiewają o nim piosenki ! 
Wędrując bez konkretnego celu oczom naszym ukazał się mały, niepozorny lokalik z włoską flagą. Przed rzuceniem się w otchłań królestwa glutenu postanowiliśmy rzucić okiem na opinie o tym miejscu w Google. Szybki research - Pizzeria Cosa oceniona przez internautów na 4.6. 
Wchodzimy! Obsługa bardzo miła i profesjonalna. Pyszne tradycyjne włoskie dania w bardzo przystępnej cenie. Poza calzone i pizzą można zamówić w tym miejscu włoskie desery i kawę KIMBO. 

Pizzeria Cosca
Plaça Revolució de Setembre 1868





Nic nie jest takim jakim się wydaje

Wydawać by się mogło, że kulinarna wyprawa po stolicy Katalonii nas rozczarowała. Rzeczywiście niejednokrotnie nasze wyobrażenia rozmijały się z rzeczywistością, ale traktujemy to jako lekcję na przyszłość. Po pierwsze aby na ile to możliwe zminimalizować oczekiwania. Po drugie aby na przyszłość wykazać się większą otwartością na nowe smaki. I po trzecie aby nie porównywać, ponieważ każde miejsce jest unikalne. 


Besos!  A&T

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz