Sycylijska Etna - najwyższy wulkan w Europie


Na Marsa za 6,60 euro



Podczas planowania naszej 14-dniowej podróży po wyspie słońca jednym z głównych punktów, który od razu wpisaliśmy na listę był wulkan Etna. Chcieliśmy wychylić nasze hebanowe głowy zza krawędzi krateru i zobaczyć bulgoczącą czerwoną niczym z piekła lawę. Czy nie macie teraz takiego widoku przed oczami? J Brzmi pięknie! Ale i niestety zbyt bajkowo. Nasze dziecięce marzenia zderzyły się z marsjańsko – księżycową rzeczywistością, która koniec końców była również wspaniała.


Ale od początku – jak dotrzeć na Etnę?

My w związku z tym, że nasz samochód miał być dopiero za 2 dni – wybraliśmy opcję autobusu z Katanii. Autobus sieci AST jeździ codziennie (również w weekendy) o godzinie 8:15 sprzed dworca centralnego. Nasz pojazd stał już na parkingu na środku placu (ronda) Piazza Papa Giovanni XXIII. Byliśmy parę minut po 8 i zostało już tylko kilka wolnych miejsc, dlatego jeśli chcecie mieć pewność, że się zabierzecie (a autobus jeździ tylko raz dziennie) – przyjdźcie wcześniej!

Autobus AST Katania Etna


Bilety kosztują 6,60 euro (tam i z powrotem). Pan Sycylijczyk ze szczerym uśmiechem pobiera opłaty dopiero podczas jazdy. Autobus powrotny startuje o 16:30 (oczywiście mocno włosko-teoretycznie J ), ale przynajmniej nie wcześniej.

Czas podróży to ok 1:50, ale z 40-minutową przerwą w Nicolosi. Podejrzewamy, że kierowca AST ma jakieś układy z właścicielem kawiarni – bo po co tak długa przerwa w tak krótkiej podróży? My cappucino i cornetto zaliczyliśmy jeszcze przed wyjazdem w Katanii więc czas poświęciliśmy na błąkanie się po okolicy tej małej, ale dosyć uroczej miejscowości.


Rifugio Sapienza

Etna Rifugio Sapienza


Około godziny 10:00 docieramy do miejsca przypominającego trochę nasze polskie, górskie miejscowości. Dużo sklepików i straganów z pamiątkami i sprzętem górskim. Czytaliśmy wcześniej na blogach, że można tutaj wypożyczyć za 3-4 euro buty i kurtki. Pani A. wybrała się więc w vansach a Pan T. w lekkich, dosyć zużytych pseudo-trekkingach i obydwoje mieliśmy wypożyczyć tylko buty trekkingowe.
Szybko znaleźliśmy miejsce oznaczone wielkim napisem Rent pod samą kolejką linową. Niezbyt miła Pani chciała nam usilnie wcisnąć cały sprzęt do trekkingu, łącznie z kijkami i przewodnikiem. Nie potrafiła zrozumieć, że potrzebujemy tylko butów, po czym rzuciła cenę 8e za parę. Stwierdziliśmy, że damy radę, a w razie czego się wrócimy.

Etna Rifugio Sapienza


Z Rifugio Sapienza masz dwie opcje: Kolejka linowa lub dosyć stromy trekking. My bez wahania wybraliśmy trekking. Wejść na szlak możesz z jednej i drugiej strony budynku w którym znajduje się kasa kolejki – to zupełnie bez różnicy, bo droga nie jest nigdzie oznaczona, musisz iść na czuja w górę. Możesz iść łagodniej „drogą” wyznaczoną przez jeepy lub stromiej na przełaj. My 90% drogi szliśmy na przełaj. Po drodzę minęliśmy nawet Chinkę w japonkach albo Japonkę w japonkach – tak czy inaczej chyba szybko zrezygnowała. Droga do najłatwiejszych nie należy (szczególnie w klapkach), trochę jakby iść po takim grubo-kamienistym żwirze. Warto być skupionym, bo łatwo skręcić kostkę. Droga do górnej stacji zajmuje 1:30 – 1:50 w zależności od tempa.


Górna stacja kolejki - ok 2500 m n.p.m.

Tutaj  znowu masz dwie opcje. Jazda Jeepem-Busem, który dojeżdża do Torre del Filosofo (2920 m n.p.m.). My znowu wybraliśmy trekking, co polecamy i Wam. Po pierwsze jadąc Jeepem omijasz piękne widoki, jedziesz z punktu A do punktu B, zaliczasz Etnę i wracasz. Do tego gdy trafiasz na pochmurną pogodę – nie wynosisz z tego nic oprócz mocno uszczuplonego portfela.

Na górnej stacji pojawił się pierwszy znak ostrzegający o zakazie trekkingu powyżej 2700 m n.p.m. bez towarzystwa osób uprawnionych np. wulkanologów. Zaczęło też mocniej wiać, a temperatura spadła nawet o kilkanaście stopni. W tym miejscu narzuciliśmy na siebie kolejne warstwy ubrań niczym dwie cebulki i zrobiliśmy krótką przerwę na obiad kryjąc się przed wiatrem między magmowymi zaspami. Do dziś nie wiem, czy wyglądaliśmy komicznie, brzydko, niestandardowo lub po prostu ładnie, ale kilka osób robiło nam zdjęcia, nie wspominając o wlepionych w szyby przyglądających się nam turystach Jeepobusów . Może byli głodni? Albo stanowiliśmy dla nich dodatkową atrakcję turystyczną? hmmm.



Idąc dalej, co jakiś czas pojawiają się tabliczki z informacją na jakiej wysokości jesteś. Nie ma niestety nigdzie informacji, w którą stronę idziesz i dokąd możesz dotrzeć. Nie ma też zasięgu, więc nic za bardzo nie sprawdzisz. Napotkani turyści, których pytaliśmy, czy idziemy stronę Torre del Filosofo też nie potrafili nam pomóc.

Etna - 2700 m n.p.m.


Tam już będzie płasko

Od wysokości ok. 2700m n.p.m. Pani A. zaczęła iść tyłem. Co nie za bardzo zdziwiło Pana T., ponieważ robiła tak już wcześniej (klik – wschód słońca na Śnieżce). Czasami zrywała się nagle i zaczynała wbiegać pod górę stromego zbocza. Tego Pan T. już nie rozumiał, ale zaliczał to do objawów choroby wysokościowej. Najważniejsze, że cały czas pięliśmy się pod górę.

Etna, w drodze na Etnę



Czy idzie z nami wulkanolog?

Dotarliśmy w końcu do parkingu gdzie zatrzymywały się Jeepo-busy. Ręce zaczynały kostnieć, dookoła wszechobecna mgła i silny wiatr. Wysokość ok. 2900 m n.p.m. Akurat wysiadła wycieczka z wulkanologiem, więc ukradkiem się do niej podłączyliśmy. To nic, że wszyscy mieli takie same kurtki z logiem firmy na plecach. Gdyby coś to mamy wulkanologa! J

parking Jeep 2900 m n.p.m. Torre del Filosofo Etna


Jeszcze kilka minut pod górę i dotarliśmy do krateru. Przez chwilę było nawet przejrzyście, no może przez ułamek sekundy. Nagle jakby ktoś odpalił fajkę pokoju w pubie u Alladyna. Znaleźliśmy się w haszkomorze. Atmosfera była dosyć creepy. Uczucie, że nie do końca jesteśmy tam legalnie i garstka wędrowców (bo oprócz naszej podrabianej grupy było jeszcze tylko kilka osób) podsycała dodatkowo zwiększające się uczucie niepokoju. W tamtym momencie nie wiedzieliśmy co jest gorsze – coraz bardziej kostniejące z zimna ręce, czy nagły wybuch wulkanu, który przynajmniej by nas ocieplił (na bardzo krótką chwilę).

Etna krater Torre del Filosofo


Usatysfakcjonowani po ok.  10 minutach zaczęliśmy powoli wracać. A pomimo tego, że wracało się szybciej – powrót był dla nas bardziej uciążliwy. Nie obyło się bez wywrotki i pogubienia nóg w osuwającym się „szlaku”.
Z kilkoma dłuższymi postojami i powrotem lekko okrężną drogą, na parkingu byliśmy ok 16:10. Co ciekawe na ustach mieliśmy oboje żółty nalot od wszechobecnej siarki.


Fakty i mity

1. Czy czas od przyjazdu do odjazdu autobusu jest wystarczający na pieszą wędrówkę na Etnę?

W zupełności tak. Robiliśmy kilka przerw, czasem zbaczaliśmy trochę z drogi. Dotarliśmy do Torre del Filosofo. Dalsza wędrówka była kompletnie zakazana, a i przy tej widoczności nie widzieliśmy sensu, żeby iść dalej. Pomimo tego podejrzewam, że gdyby ktoś się sprężył to spokojnie dotarłby również do kolejnego krateru

2. Czy trzeba się ubrać jak zimą w polskie góry?

My byliśmy na początku września, na dole ok. 28 stopni, a na Torre del Filosofo kilka stopni powyżej zera. Najlepiej mieć w plecaku coś w rodzaju bielizny / odzieży termo aktywnej (jest lekka i ciepła) do tego długi dres. Droga cały czas jest dosyć stroma, więc całe ciało się mocno rozgrzewa i nie czuć aż tak zimna, a w razie czego można dorzucić na siebie kolejną warstwę. Polecam jednak wziąć czapkę lub coś z kapturem i rękawiczki.

3. Czy trzeba mieć specjalne buty do wspinaczki górskiej wchodząc na Etnę?

Pani A. pomimo, że czasami jest mocno wymagająca dała radę w vansach więc nie – nie trzeba. Ale tak będzie na pewno wygodniej. Trzeba mieć też na uwadze, że zwykłe buty będą po tej wycieczce nadawały się do kosza lub ewentualnie na Woodstock J


Etna, w drodze na Etnę


4. Czy szlaki na Etnie są oznaczone?

W ogóle nie. Idź za tłumem, wyznacz sobie jakiś azymut lub ewentualnie podążaj drogą, gdzie jeżdżą Jeepy.

5. Czy warto iść pieszo?

TAK. I nie trzeba tu wiele tłumaczyć. Nic nie zastąpi pieszej wędrówki z biedronkami wśród tak niespotykanego, iście księżycowego czy marsjańskiego krajobrazu.

biedronki na Etnie





7 komentarzy:

  1. Na pewno ekscytująca wycieczka, dobra dla tych, co lubią łazić po górach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla tych, którzy nie lubią łazić po górach istnieje możliwość eksplorowania Etny z pomocą kolejki linowej i specjalnych autobusów terenowych ;)

      Usuń
  2. Świetny poradnik i wideorelacja. Muszę się tam koniecznie wybrać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno warto. Takiego widoku się nie zapomina :) Pozdrawiamy !

      Usuń
  3. Spacer z biedronkami mnie przekonuje 😁

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż, musiało to być niezapomniane przeżycie...
    PS Cieszy, że nie tylko my łazimy po górach/lasach w vansach i nike'ach :D

    OdpowiedzUsuń